Rozdział
2-W Hogwarcie.
-SLYTHERIN!!-krzyknęła
Tiara Przydziału gdy ja, jedenastoletni Blaise Zabini usiadłem ceremonialnie na
stołku i ją założyłem.Przy jednym z czterech stołów rozległy się oklaski i ryki
radości.Zdjąłem Tiarę,wstałem i dosiadłem się do siedzących właśnie przy tym
stole.Rzuciłem okiem po tych co siedzieli przy mnie.Widać było,że mają
wypaczone poczucie humoru co traktowałem jak wadę bo kochałem się śmiać i
żartować,a takie towarzystwo śmiało się tylko z głupot.Po uczcie i przemowie
dyrektora Dumbledore’a poszedłem z resztą Ślizgonów do Pokoju Wspólnego.Był to
długi i wysoki pokój w lochach ukryty za ścianą.Usiadłem się z
chłopakami,których dopiero poznałem i usłyszałem rąbek tego co mówił chłopak o
blond włosach:
-Szlamy!Aż
się tu od nich roi!-mówił-Moja rodzina od wieków jest czystej krwi!.
Szlamy.Tego
słowa nie użyłem przeciw nikomu,nawet przeciw największemu
wrogowi.Chłopak,który to powiedział siedział w fotelu dumnie.”Tak.To z pewnością jest jeden z tych dumnych i tempych.’’pomyślałem.Nagle
usłyszałem za sobą głos tego chłopaka:
-Ej
ty!Jak masz na imię?-spytał.Zorientowałem się,że to pytanie było zwrócone do
mnie:
-Blaise
Zabini.-odpowiedziałem bezbarwnie
-Zabini?Mój
ojciec zna twojego.-powiedział i uśmiechnął się głupkowato-Ja jestem Draco
Malfoy.Nie wiem jak wolisz ale…myślę,że możemy się zaprzyjaźnić.Lepiej się
przyjaźnić ze mną a nie ze szlamami.To jak?-gdy skończył mówić wyciągnął
rękę.Zastanowiłem się,ale uścisnąłem mu dłoń.Wolałem nie robić sobie wrogów
wśród mieszkańców mojego domu,a tym bardziej takich,których ojcowie są dobrze
znani i znają mojego:
-Jasne!-wypaliłem
-Mądrze
wybrałeś!-odparł wciąż ściskając moją dłoń-Nie pożałujesz tego.-dodał patrząc z
głupim uśmieszkiem na nie i swoich goryli.Zauważył moją minę więc ciągnął…-To
Crabbe i Goyle
-Hmm.-powiedział
Goyle
-Co?A
ta cześc.-powiedział drugi,Crabbe.Ja,Draco i inni Ślizgoni siedzieliśmy do
późnej nocy gdy nagle Draco spytał:
-Balise.Powiedz
jakiej ty jesteś krwi?-Jakiej krwi?Oni tylko mówili o swoich rodach i o
czystości krwi przez co o mało nie zasnąłem,ale to pytanie mnie obudziło:
-Tak.Przecież
to oczywiste.-odpowiedziałem
-No
raczej!Tak się tylko pytam.Nienawidzę szlam takich jak na przykład ta Granger
nie?-powiedział,a wszyscy Ślizgoni ryknęli smiechem.Wszyscy prócz mnie:
-Coś
ci jest?-spytał Marcus Flint.Był to Ślizgon starszy o jakieś trzy może cztery
lata ode mnie:
-Nie
nic.Jestem zmęczony.-skłamałem szybko
-Blaise
ma racje!-powiedział Draco-Idźmy do lożek w końcu do tępienia szlam trzeba mieć
siły!Prawda Blaise-dodał i ponownie Ślizgoni ryknęli śmiechem
-Tak,trzeba.-odpowiedziałem
oschle i krótko po czym każdy z nas poszedł do swoich dormitoriów.Ja dzieliłem
dormitorium z Draco,Crabbe’em
i Goyle ’em. Gdy się przebrałem i poszedłem spać długo
myślałem jak będzie wyglądał drugi dzień w Hogwarcie i w towarzystwie Draco i
innych mieszkańców Slytherinu.Dopiero po godzinie dziesiątej Draco skończył
wyklinać tych,którzy jego zdaniem są gorsi. Uważałem,że Draco wcale taki nie
jest tylko stara się „pokazać”,nie rozumiałem jednak jego nienawiści do
charłaków,mugoli i jak on mówił-szlam.
Z
dedykacja dla ~Mrs.Malfoy :D