sobota, 15 lutego 2014

"Blalie-Jak to było..."

Rozdział 5-Szlama
Rano gdy wstałem Draco już siedział w swoim ulubionym fotelu w Pokoju Wspólnym,a wokół niego siedziała reszta Ślizgonów i słuchała tego co mówi.Oczywiscie znów skarżył się na „szlamy”i na Natalie.Wszyscy pytali się go czy na pewno przez wczorajszy wypadek nic mu się nie stało.On oczywiście nagle był ofiarą choć wiedziałem,że tylko udaje:
-Tak przez tą szlamę strasznie boli mnie noga.narzekał-Kto wie?Może nie będę mógł chodzić na lekcję!-„Tak na pewno!”pomyślałem.Byłem wściekły,że on zgrywa poszkodowanego,a Natalie leży w skrzydle szpitalnym no i nazwał ja szlamą!:
-Ja myślę,że takie szlamy w ogóle nie powinny chodzić do szkoły dla czarodziei!-wciąż naciągał strunę i chyba chciał ją przeciągnąć bo już się we mnie kotłowało-No,ale wiadomo,że taki Dumbledore miłośnik mugoli wpuszcza do szkoły brudnokrwistych jak ta Jefferson!Teraz będę musiał wyczyścić szatę!-Ślizgoni śmiali się,a ja nie mogłem tego znieść.Jednak Draco miał jeszcze coś do powiedzenia:
-Myślę,że takie szlamy trzeba wytępić!!-powiedział złowieszczym szeptem,a Ślizgoni zgodzili się z nim.Wtedy puściłem wodzę i usłyszałem własny głos  krzyczący:

-ONA NIE JEST SZLAMĄ!NIE NAZYWAJ JEJ TAK!-Ślizgoni wraz z Draco spojrzeli na mnie osłupiali,a ja cały w nerwach wybiegłem z Pokoju Wspólnego.Biegłem przed siebie i nie wiedziałem gdzie.Gdy byłem w Sali wejściowej koło Wielkiej Sali zobaczyłem resztę uczniów i kilku Ślizogonów,którzy już poszli na śniadanie. Siedzieli już tam oczywiście Crabbe i Goyle,których ulubionym zajęciem było jedzenie.Przysiadłem się wiec do stołu Slytherinu i zacząłem jeść.Spojrzałem na miejsce na którym zawsze siedziała Natalie. Po tym czułem tylko jak jedzenie trafia do mojego żołądka,ale nie czułem smaku i nie smakowało mi.” Myślę,że taki szlamy trzeba wytępić!!”te słowa Draco kołatały mi w głowie i nie mogłem znieść tych myśli.Skończyłem jeść i zgodnie z obietnicą złożoną przeze mnie Natalie pobiegłem do niej-do skrzydła szpitalnego.Tym razem siedziała na łóżku i jadła cukierki,które najwyraźniej dostała od kogoś w prezencie.Wtedy przypomniałem sobie,że za pazuchą szaty mam prezent dla niej.Były to jej,a także moje ulubione musy-świstusy.Poprosiłem rodziców by mi je przysłali i tak zrobili.Na mój widok jej twarz rozjaśnił uśmiech podobnie jak moją.