Rozdział 3-Pierwsze spotkanie.
Obudziłem się i szybko ubrałem.W Pokoju Wspólnym zaczekałem na Draco i jego goryli.Gdy zeszli usłyszałem:
-Blaise!Co tak wcześnie wstałeś?-spytał Draco.Byłem podekscytowany,ale wiedziałem,że jeśli mu to powiem uzna to za objaw słabości.Odpowiedziałem:
-Nie wiem czemu.Po prostu nie mogłem spać i tyle.
-Dobrze.Idźmy na tą parszywą ucztę.-opdarł i wyszliśmy w czterech z Pokoju Wspólnego.Zasiadliśmy do stołu i zaczęliśmy jeść.Draco jak zwykle skarżył się na to,że jest w Hogwarcie pełno szlam.Nagle zauważyłem drobną dziewczynę.Na szacie zauważyłem naszywkę z godłem Gryffindoru więc już wiedziałem,że to Gryfonka.Wyglądała na miłą i lekko zagubioną-tak jak ja-w tej nowej sytuacji dziewczynę.Draco oczywiście też ją zauważył i powiedział:
-Proszę!!Kolejna szlama!
-Skąd wiesz?-spytałem wciąż śledząc ją wzrokiem gdy przysiadła się do reszty Gryfonów
-Przecież widać,że nie odnajduje się w naszym świecie!-odpowiedział Draco patrząc na nią z odrazą-Kuli się i nie wie co zrobić!Z reszta to Gryfonka czyli szlama!-dodał uważałem oczywiście,że to bezpodstawne zarzuty wobec tej dziewczyny.Ona po prostu tak jak wielu stresowała się zmianą otoczenia i ludzi.To normalne,sam tak miałem.Po uczcie mieliśmy Eliksiry z Profesorem Snape’em.Tą lekcje mieliśmy wraz z Gryfonami.Gdy tylko weszliśmy do lochu w którym odbywała się lekcja zauważyłem tą dziewczynę co podczas uczty.Tym razem wyglądała lepiej i się tak nie stresowała.Gdy spoglądałem na nią ona usiadła i też spojrzała na mnie.Nie wiedziałem co zrobić wiec się uśmiechnąłem.O dziwo,ona odwzajemniła uśmiech uśmiechem.Była piękna i wesoła.Gdy tak się patrzyliśmy na siebie do lochu wszedł Profesor Snape.Miał haczykowaty nos i ziemistą cerę.
Miał też włosy posklejane i jakby nie umytę:
-Witajcie!Jestem
waszym nauczycielem Eliksirów i nazywam się Profesor Snape. Tu,w tym lochu nie
będziecie wymachiwać różdżkami lecz robić potężne eliksiry. Dzisiaj nauczymy
się robić Eliksir Rozdymający.Macie listę składników na ławkach.-powiedział i
zaczęliśmy robić swoje eliksiry.Znów spojrzałem na tamtą dziewczynę.Bardzo
zdolnie szybko znalazła odpowiednie składniki i już robiła eliksir.Ja w
przeciwieństwie do niej nie rozróżniałem tych składników.Podszedłem do niej po
cichu-tak by nikt nie widział-i powiedziałem szeptem:
-Cześć.
-O!Czesć.-odpowiedziała
z miłym uśmiechem
-Mam
na imię Blaise Zabini.-mówiłem dalej
-Ja
mam na imię Natalie Jefferson.-odparła-Potrzebujesz czegoś?-spytała
-Tak.Zauważyłem,że
świetnie obie radzisz,a ja…-przerwałem bo wstyd mi było przyznać,że jestem
czarodziejem,a nie umiem rozróżnić składników-…nie potrafię rozróżnić
składników.Mogłabyś mi w tym pomóc?-dodałem i przełknąłem ślinę. Spodziewałem
się z jej strony wybuchu śmiechu i obelg,ale to się niestało. Spojrzała na mnie
taksującym spojrzeniem,uśmiechnęła się po czym powiedziała:
-Ty
jesteś tym chłopakiem,który przyglądał mi się na uczcie tak?-spytała lekko
rozbawiona.Postawiłem przed sobą pytanie:Skąd wiedziała?-Widziałam ukradkiem
jak patrzałeś.-dodała widząc moją zdziwioną minę-Oczywiście,że ci pomogę
-Dzięki.-odpowiedziałem-I
tak,to ja.-dodałem rumieniąc się i nie patrząc już jej w oczy
-Ależ
to nic wielkiego.Poza tym co z tego,że patrzałeś?-roześmiała się.Chwyciła swoją
listę składników i zaczęła mi pokazywać i tłumaczyć,który składnik jest
którym.Wiedziała,że jestem Ślizgonem,ale zwracała się do mnie miło i uprzejmie
co odwzajemniałem.Gdy już wszystko zrozumiałem podziękowałem i poszedłem do
stolika.Na szczęście nikt nie zauważył,że się ulotniłem.Gdy skończyłem eliksir
Snape powiedział:
-Dobrze!Widzę,że
skończyliście więc możemy wypróbować ich działanie.-uśmiechnął się szyderczo po
czym dodal-Longbottom!Daj mi tu zaraz swoją ropuchę!-jakiś chłopak z Gryffindoru
oddał niechętnie Snape’owi swoją ropuchę. Potem znów rozległ głos Snape’a:
-Zabini!Podaj
mi swój eliksir.-podałem mu po czym odszedłem ze strachem co się stanie z
ropuchą tego chłopaka gdy to wypiję.Profesor wlał trochę eliksiru do gardła
ropuchy.Ropucha zaczęła rosnąć.Rozdymała się czyli tak jak miało być! Wszyscy wlepili
wzrok w pulchną ropuchę,a w następnej chwili Snape wlał jej do pyszczka inny
eliksir i żaba wróciła do dawnych rozmiarów:
-Bierz
ją Longbottom!-powiedział i ten chłopak co mu ją wcześniej dał wziął ją-Zabini
bardzo dobrze jak na początek.Slytherin otrzymuje dwadzieścia punktów.-dodał
uśmiechając się złośliwie do Gryfonów.Po lekcji Draco kłócił się z Potterem:
-A
ty co Potter?Nie umiesz robić eliksirów?-mówił tak by każdy go słyszał-Założę
się że gdyby ta ropucha wypiłaby twój eliksir zamieniłaby się w szlam!-przez
yen komentarz Ślizgoni ryknęli śmiechem-Byłaby kolejna strata bo tu i tak jest
już za dużo szlam takich jak Granger.-rozległ się ponowny śmiech.Kłócili się
gdy nagle Natalie wystąpiła z tłumu Gryfonów:
-Malfoy
dziwne jest to,że jeszcze nie poskarżyłeś się ojcu!-broniła Harry’ego-Ja już wiem
jak robisz ekhm”Ojcze ten Potter ciągle mnie zaczepia.Zrób coś żeby usunęli go
ze szkoły.Ojcze!”.Nie przejmuj się nim Harry.-Gryfoni ryknęli śmiechem po czym
poszli na lekcje bo Draco nie znalazł na to odpowiedzi.Czułem do Natalie pewną
sympatię i podziw.Ale miała rację-Draco tak robił.Przez cały dzień nie stało
się nic zbyt ciekawego.Na wieczór oczywiście poszedłem z Draco,Crabbe’em i Goyle ’em i resztą
Ślizgonów na ucztę.Potem poszliśmy do dormitoriów,przebrałem się w piżamę i położyłem
się spać.Nie mogłem się doczekać następnego dnia w Hogwarcie.